środa, 29 stycznia 2014

Włosomaniaczka...czy to ja?

Oto ja-blogerka marnotrawna, która powraca po dłuższej przerwie. A powracam z tematem, do którego przygotowywałam się już od czerwca zeszłego roku :) Wtedy to powstała pierwsza dokumentacja zdjęciowa do wpisu włosowego. 

Zawsze uważałam,że mam tzw. "niezłe włosy". Przeszły w moim życiu sporo metamorfoz-od ścięcia "na chłopaka" po ciągnące się za pośladki zasłony włosia. Od domowego rozjaśniania na kurczaka po całkowite zdjęcie koloru plus platyna. Nie zapominajmy o latach codziennego suszenia suszarką oraz prasowaniu prostownicą. Przez kilka lat odchorowywałam te eksperymenty-i mogłam już pochwalić się odrośniętym włosiem, które jak mi się zdawało-było kwintesencją naturalnego piękna ;););) 
Na początku mojej podróży po blogosferze nie w sposób się było nie natknąć na blogi włosomaniaczek. Początkowo myślałam, że to zupełnie nie moje progi. Olejowanie? Wcierki? Analiza składu kosmetyków? "Bezedura!" Ale los chciał, że wciąż przed oczami jawiły mi się włosomaniacze profile. Zaczęłam zatem zaglądać do koleżanek blogerek...i wpadłam. Moje "niezłe włosy" w porównaniu do wypięlęgnowanych włosów wszelkiej maści i tekstury wyglądały jak miotła!
Trzeba było przystąpić do intensywnej terapii!


Charakterystyka włosia przypadkowej blogerki:
1) długie i "proste" (ha-o tym nieco później! :))
2) średnio lub niskoporowe
3) ze skłonnością do puszenia się
4) gęste ale cienkie (zwykłam je określać jako nić pajęcza)
5) kolor: mysi blond, ciemniejący coraz bardziej z roku na rok (charakterystyczne dla typu urody "lato")
6) nie są podatne na układanie, żyją własnym życiem

"Przypadkowa włosomaniaczka": 3, 2,1...start!
Zauważyłam, że większość początkujących włosomaniaczek w natłoku informacji rozpoczyna reanimację głów swoich poprzez dwa podstawowe działania:
-eliminację silnych i drażniących detergentów,
-eliminację złowrogich silikonów
-próby olejowania wszelkimi opisywanymi sposobami
Takie też były moje pierwsze kroki. Ku mojemu przerażeniu dzień pierwszy-po odstawieniu moich silikonowych ulubieńców odsłonił prawdę o moich włosach. Zdarte przez detergenty jak na tarce, matowe, puszące się bez umiaru-po usunięciu oblepiaczy i uzupełniaczy, w kolorze bliżej nie określonym. 
Na dobry początek postanowiłam oddać fryzjerowi 15cm moich włosów:)

Poniżej czerwiec 2013
lewo: pierwszy dzień bez silikonów, ostre cięcie :)
prawo: stan po fryzjerze i jego prostownicy

Całe szczęście test oleju kokosowego-który miał ujawnić porowatość moich włosów nie wyszedł najgorzej :) Zaczęłam zatem moją przygodę z olejowaniem metodą talerzykową. Stosowałam głównie olej kokosowy lub olej Vatika na suche włosy i zostawiałam w zaplecionym warkoczu na całą noc średnio co 3 dni. Przed myciem nakładałam odżywkę bez silikonów by wchłonęła resztki oleju. Następnie standardowe mycie szamponem bez slsów w składzie plus lekka, również bezsilikonowa odżywka.
Eksperymentalnie stosowałam również mycie naturalnym mydłem, płukanki octowe, płukanki z siemienia lnianego, odżywki na bazie naturalnych składników. Okazało się jednak, że w moim przypadku prostota pielęgnacji włosów jest najbardziej wskazana. Bogate odżywki stosuję obecnie bardzo rzadko by nie obciążały moich włosów zaś mycie mydłem naturalnym stosuję od czasu do czasu jedynie na skalp-przed zastosowaniem delikatnego szamponu. Jest to fantastyczna ulga dla skóry głowy i niweluje niewielkie stany zapalne.
Oczywiście kolejnym eksperymentem, wobec którego przypadkowa włosomaniaczka taka jak ja nie mogła przejść obojętnie było farbowanie włosów henną:) Zastosowałam metodę nakładania utlnionej przez noc henny z dodatkiem odżywki bezsilikonowej na mokre włosy (ok 2h). Przed pierwszym myciem (po min 2 dniach) nałożyłam bogatą odżywkę.

Poniżej lipiec 2013
lewo: stan włosów przed farbowaniem po miesiącu od zmiany pielęgnacji
prawo: włosy 3 dni po farbowaniu henną (1/2 cassia khadi+1/2 jasny brąz khadi) 

Efekt był fantastyczny! Włosy miękkie w dotyku, odżywione, mieniące się w słońcu! Z pewnością powtarzałabym taki zabieg częściej gdyby nie fakt, że jako typ urody lato kompletnie zapomniałam, że nie do twarzy mi w zbyt ciepłych odcieniach :):):):):) Słoneczna tonacja gości na mych włosach do dziś, jednakże rudości, które widać na zdjęciach całe szczęście z czasem się wypłukały.

Po eksperymencie z henną nadal stosowałam przyjęty plan pielęgnacyjny. Stan moich włosów we wrześniu 2013 prezentował się następująco: na lewo...

...a w październiku na prawo! dziki szał! totalne ostre cięcie z cieniowaniem, które odsłoniło najprawdziwsze oblicze moich włosów! Utajona fala! oto ja :) 
Zawsze określałam moje włosy jako proste, wypierając ze świadomości to,że są falowane:)
A jakie mają być?-skoro dzień w dzień po myciu na uparciuszka rozczesuję je na prosto i w ten sposób również ze szczotką suszę suszarką:) 
Wiedziałam oczywiście,że mają tendencję do puszenia się, w stanach wzmożonej wilgotności zaczynają się dziwnie zachowywać, przy skroniach skręcają mi się loczki zaś wychodząc z morza w krajach arabskich-słyszałam za sobą okrzyki "Shakira habibi!" :):):)
(Shakira-piosenkarka, która swojego czasu słynęła z długich falowanych blond włosów-przyp.red.)

Co skłoniło mnie do tak drastycznej metamorfozy? O tym już niebawem...

edit: niebawem pojawiło się tutaj: >click!

Tymczasem podsumowanie:)
Włosomaniaczka-czy to ja? Myślę, że do miana włosomaniaczki sporo mi jeszcze brakuje:) Jednakże zmiana pielęgnacji uświadomiła mi jak moje włosy wyglądają w rzeczywistości i jakie mają potrzeby.
Widać gołym okiem na powyższych zdjęciach, że moje włosy przeszły sympatyczną metamorfozę pomiędzy czerwcem a październikiem. Staram się wciąż stosować pielęgnacyjny plan minimum, który tak bardzo przysłużył się mojej głowie:)
Wiem już, że silne detergenty sukcesywnie niszczyły moje delikatne włosy. Dziś nadal myję głowę delikatnymi szamponami. Zrezygnowałam z ciężkich silikonów, nie boję się jednak zastosować od czasu do czasu kosmetyków z silikonami lotnymi lub zmywalnymi łagodnymi śodkami myjącymi. Co do olejowania... polecam zdecydowanie! Każdy musi określić swoją własną metodę oraz rodzaj oleju jaki służy jego włosom. Ja czasowo z powodów wkradnięcia się do mego życia lenia śmierdzącego poszłam na łatwiznę i od czasu do czasu stosuję bogatszą odżywkę zamiast olejowania:):):)

Poniżej jeszcze przedstawię Wam moich codziennych ulubieńców:
-szampon pielęgnacyjny dla dzieci Hipp
-odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych Isana
-odżywka w kremie na bazie protein mleka Bioetika Natural4
-kokosowy olej do włosów Dabur Vatika
-jedwab w płynie Green Pharmacy

A jak tam Wasze włosomaniacze przygody?
:)









piątek, 29 listopada 2013

Mikołajowe rozdanie u Angel +notka rozgrzeszająca!

Tak na dobrą sprawę to fantastyczne rozdanie, w którym możecie wziąć udział tutaj:
jest dla mnie takim małym pretekstem do samobiczowania z okazji mojej listopadowej nieobecności na blogu mym przypadkowym. Zwyczajnie w świecie-słabość jest rzeczą ludzką i przypadkową również i takowa słabość mnie-zdrowotna dopadła. Nie miałam siły na wdrożenie moich blogowych pomysłów, spora kolejka wpisowa już się ustawiła. Pozostałam czynna jedynie jako obserwator:)
Jednakże jak tylko wyjdę na prostą, będę wojować dalej dla tych kilku moich oficjalnych i nieoficjalnych przypadkowych czytelników i dla siebie samej oczywiście:)

Wracając do sedna sprawy-a sedno to jest bardzo sympatyczne!
Angel z KosmetykiBezTajemnic jest jedną z moich ulubionych blogerek ze świata, w którym my-kobiety czujemy się jak ryby w wodzie, czyli ze świata kosmetycznych szaleństw!
Bardzo rzeczowe recenzje, wnikliwe analizy składów kosmetycznych, bez owijania w bawełnę a do tego doskonały kontakt z czytelnikami stanowią o tym,że jest to obserwatorska pozycja obowiązkowa!

A Mikołajowe rozdanie? No cud, miód...
Znacie kosmetyki Put&Rub? czeka nas świąteczna niespodzianka od producenta!
Czy któraś z nas nie słyszała jeszcze o rozsławionej drogerii niemieckiej "DM"?
Angel osobiście przytarga do nas 3 wybrane "dm-owskie" produkty, jeśli tylko napiszemy swój list do św. Mikołaja i zamieścimy go na czas w komentarzu na blogu!
Genialne!


Podejrzewam, że do 12 grudnia zgłosi się nieziemska ilość uczestników rozdania, ale nadal warto!
Powodzenia!
:)

czwartek, 31 października 2013

1st time: "Carving dyniowy"!!!

Dziś moi drodzy mamy tzw. "Halloween"!
Jak moglibyśmy zapomnieć... co roku telewizje śniadaniowe oraz programy informacyjne jak również media wszelakie rozważają "problem": czy to "narodziła się nowa świecka tradycja" czy też dajemy upust niebezpiecznym okultystycznym praktykom (tak, tak... tak to też nazwane zostało przez księdza w telewizyjnym wywiadzie sic!). Zjawisko to również jest rozpatrywane jako obrazę dla następującego po nim ważnego święta w naszej kulturze a mianowicie Dnia Wszystkich Świętych. Ja sugerowałabym rozwagę...dwie daty w kalendarzu, dwa osobne wydarzenia. Jest czas na świętowanie i czas na zadumę...jest czas na wszystko.
Jest również czas...na dyniowy carving-czyli dyniowe wycinanki po raz pierwszy:)

Zawsze chciałam przygotować takiego warzywnego potworka, nie wiem co mnie powstrzymywało. Przecież jak mówią: "chcieć to móc!". Zatem oto jesteśmy: ja, 2 dynie, 2 stare noże-bynajmniej nie specjalistyczne (bo takowe istnieją oczywiście) i chęć tworzenia!
Nie będę się rozpisywać i rozkładać całego procesu na czynniki pierwsze. Po totalnej kuchennej rzezi i stracie w postaci mojej ulubionej turkusowej podkładki pod talerze (czemu nikt mi nie powiedział, że dynia farbuje wszystko wokół?)-oto efekty:

w sztucznym świetle
ze świeczuszkami

Zabawa była świetna. Jak widać moje dynie wyglądają raczej dobrotliwie niżeli szatańsko.

I żadna dyniowa rzeźba nie zdoła wyprzeć wagi jutrzejszego święta. Bo bliskich, którzy odeszli mamy w sercach na zawsze...

piątek, 25 października 2013

Wici kosmetyczne: hean!

Na moim blogu zrobiło się ostatnimi czasy bardzo kosmetycznie :) Cóż poradzić-wychodzi ze mnie typowa "baba", której oczy błyszczą się na widok kosmetyków jak sroce na błyskotki :)
Postanowiłam podzielić się szybkim wrażeniem nt. polskiej marki Hean.
Muszę przy okazji wskazać winowajczynię: >click!
Swatche burgundowej szminki hean spowodowały silne pragnienie jej posiadania!
Dlaczego postanowiłam rozesłać dalej wici? Przeczytajcie...

Marki Hean nie znajdziemy w popularnych dużych drogeriach. Właściwie to musimy przygotować naszą anielską cierpliwość i ze święcą w ręku wyruszyć na poszukiwania po małych sklepikach kosmetycznych. Czy takowy znalazłam? A i owszem...kilka produktów marki na krzyż, stare-zdekompletowane testery i zaskoczenie sprzedawcy pytaniem o poszczególne kolekcje :) 
Minus wielki! ale od czego mamy sprzedaż internetową?:)
I tutaj pojawia się meritum tego posta-czyli pozytywne zaskoczenie obsługą klienta w sklepie internetowym Hean: >click!

Spróbuję szybko i na temat: bo tak też wyglądała cała transakcja! Wrzucamy produkty do koszyka, wybieramy sposób płatności i dostawy i czekamy na przesyłkę. W międzyczasie jesteśmy na bieżąco informowani o statusie przesyłki. 
Plusy:
-"dobre bo polskie"
-sklep współpracuje z paczkomatami (preferuję taki sposób dostawy)
-mamy możliwość zakupienia 5 szt. próbek wszelakich -świetna sprawa! każda za 1zł!!!
-szybka i rzetelna obsługa
-niskie ceny przy dobrej jakości produktów
-promocje!
.....
:) gratisy!
Minusy:
-brak możliwości organoleptycznego testowania-tego argumentu sprzedaż wysyłkowa nie jest w stanie nam na razie przebić :) może za jakiś czas...;)




Moja lista zakupów:
-Pomadka do ust City Fashion *156 Burgundy (w promocji "Tydzień szminek" 9,99zł regularna cena 13,99zł) pierwsze wrażenia: świetna pigmentacja, piękny kolor, dobra jakość
 -Pomadka do ust City Fashion *153 Iced Rose (w promocji "Tydzień szminek" 9,99zł regularna cena 13,99zł) pierwsze wrażenia: naturalny, codzienny odcień
-Eye Liner w pisaku Hypno Style *czarny (11,99zł) pierwsze wrażenia: wygodny w użyciu, trwały, można wykonać cienką kreskę
-Próbka-Lip Gloss Pearl&Minerals *151 (1zł!!!) pierwsze wrażenia: piękny zapach truskawkowego milkshake :)

Gratisy-i tutaj przyszło wielkie zaskoczenie: w mojej paczce znalazły się 2 pełnowymiarowe produkty:
-Maskara BOOM Lashes *czarny (13,99zł) pierwsze wrażenia: sentymentalna podróż: tradycyjna szczoteczka jakiej nie stosowałam już od wielu lat :)
-Lakier do paznokci Colour Obsession *kolor niezidentyfikowany (wiem, że jest to kolekcja, której nie znajdziemy już w regularnej sprzedaży) barwa ciemnoturkusowa-dla mnie jak znalazł!
*informacja dla klientów małej wiary: produkty gratisowe posiadają długi termin ważności :):):)

Szminka Iced Rose i Eye Liner w pisaku były zamówione jako prezent. Wiem, że przy kolejnych zakupach Eyelinery trafią również do mnie. Ponoć grafitowy również jest niczego sobie.


Polecam zdecydowanie! (i nie-nie współpracuję z marką "Hean":)) warto wspierać polską produkcję, ceny sprzyjają testom-a możliwe, że odkryjemy kosmetycznego ulubieńca! 


edit dla Taniki:)
Jak dobrze zauważyła Angel na swoim blogu-gdy wymieniałyśmy się komentarzami nt. heanowskiej mascary-ma ona dość suchą, treściwą konsystencję. Nie każdemu może takowa pasować, jednakże taka forma tuszu umożliwia wyraźne pogrubienie i wydłużenie rzęs. Jak widać na poniższym obrazku jest to zauważalne. Za sprawą tradycyjnej szczoteczki tusz grubo pokrywa rzęsę jednocześnie ją podkręcając:)
Jeśli zatem lubicie tradycyjne rozwiązania-warto sięgnąć po  BOOM Lashes. Jeśli jednak lubicie sprężyste, wyraźnie rozdzielone rzęsy o naturalnym wyglądzie-tutaj niezawdone są szeroko rozstawione, lateksowe szczoteczki i rzadsza konsystencja mascary.




wtorek, 22 października 2013

Szybki przypadkowy wpis dla Angel:)


Ten wpis miał być tylko tymczasowy:) Z recenzji >click! Angel lakieru Wibo Wow Sand Effect wywiązała się między nami rozmowa w komentarzach, dotycząca również całkiem przypadkowego lakieru Catrice.
Dorwałam moją sztukę w drogerii Natura zauroczona pięknym kolorem fioletu z mini niebieskimi drobinkami.
"14 Purple Reign"

Na stronie producenta lakier prezentuje się tak >click!
Jakież było moje zaskoczenie, gdy zamiast pięknego fioletu na moich paznokciach pojawił się...granat!:)
Granat został dodatkowo upstrzony wszelkimi możliwymi fakturami tkaniny (uwaga-nie radzę robić sobie z nim popołudniowej drzemki). Sytuację tę uratowałam cienką warstwą lakieru Lovely Blink Blink nr2.

Angel nie dawała wiary mym catrice'owym-granatowym wywodom (też bym nie uwierzyła-na internecie są piękne swatche tego lakieru-który wygląda tak jak producent przykazał-czyli fioletowo!!!:))
Zatem zabrałam się za cykanie zdjęć:)

fotka nocna
fotka dzienna

fotka dzienna nr2

Zaczęłyśmy się zastanawiać co może być powodem takiego stanu rzeczy. Angel zapytała o bazę i top coat.
Zmyłam więc kilka paznokci żeby dalej poeksperymentować:)

testy z catrice

Myślę, że powyższa fotka jest rozwiązaniem zagadki :) Niezależnie od dodanej bazy lub top coat- lakier catrice z każdą dodatkową warstwą traci odcień fioletowy na rzecz granatowego. Jak widać jedna warsta-nie jest wystarczająca do pokrycia płytki bez brzydkich prześwitów. Dwie warstwy również pozostawiają wiele do życzenia-choć myślę, że wprawna mani-maniaczka mogłaby już pozostawić paznokcie w takim stanie. Trzy warstwy to już czysty, ciemny granat:)
Jak to się dzieje zatem, że swatche znalezione z wujkiem google są tak pieknie jasnofioletowe? Nie mam pojęcia:) Wiem, że Angel została skuszona do własnego eksperymentu z "14 Purple Reign"...czekam z niecierpliwością :) 
Być może któraś z blogerek również zechce się przyłączyć do naszych testów? ;)

poniedziałek, 21 października 2013

edit: Glossybox! by Kasia Tusk


Tak, tak... wrześniowy Glossybox miał być moim ostatnim-przynajmniej na jakiś czas:) Jednakże Kasia Tusk, czyli październikowa ambasadorka boxa powiodła mnie na pokuszenie tak skutecznie, że przedłużyłam subskrypcję wyjątkowo jeszcze o jeden miesiąc.
Myślę, że w dużej mierze zaważyła tzw. asekuracja przed pluciem sobie w brodę. Często jak umawiamy się z przyjaciółką do restauracji-zamawiamy to samo- żeby potem żadna z nas nie poczuła, że ma gorzej na talerzu :):):) Tutaj-spodziewałam się wyjątkowego boxa- i nie chciałam później lizać loda przez szybkę-czytając na innych blogach, że coś wyjątkowego mnie ominęło;)

Moja paczuszka zjawiła się późnym wieczorem, zatem musiałam omijać szerokim łukiem newsy pojawiające się w tym dniu na zaprzyjaźnionych blogach:) A po rozpakowaniu paczuszki-uśmiałam się sama z siebie :)
Pisałam poprzednio, że peelingi drogeryjne mogą dla mnie nie istnieć-w boxie znalazły się aż dwie sztuki:)
Jak wiecie z poprzedniego posta-również lakiery do paznokci poszły u mnie ostatnio w odstawkę na rzecz pielęgnacji paznokci. Lakieru do włosów w ogóle nie używam zaś krem brązujący o tej porze roku jest w mojej kosmetyczce zupełnie zbędny:) Płyn micelarny-znam, więc nie będzie dla mnie przetarciem niezbadanych kosmetycznych szlaków. Czyżby box okazał się dla mnie totalną klapą? Po kilku dniach testów-już wiem, że ta wersja pudełka może zaskarbić nawet moją sympatię. Więcej szczegółów znajdziecie poniżej...



1) Bioderma Sensibio H2O- płyn micelarny. Ten produkt był pierwszym płynem micelarnym, który mi się spodobał pod kątem skuteczności oczyszczania. Zmywa doskonale wszelaki makijaż, można go zakupić w aptekach (w których również można poprosić o jego próbki). Mój poprzedni micel skończył się w dniu dzisiejszym-zatem nie mogę dłużej narzekać na jego obecność w pudełku:)
2) Golden Rose Lakier do paznokci Rich Color. W moim boxie znalazł się kolor nr 45 o barwie rubinowej. Pomyślałam-masz ci los-żeby go przetestować muszę zerwać nałożony na siebie szlaban lakierowy. Mało tego- nie mam obecnie żadnej bazy-bo poprzednia wraz z czosnkiem >click! znalazła się w koszu a lakier wykazywał tendencję do barwienia płytki. Następnego dnia w świetle dziennym buteleczka ukazała "rich color":) Drobne, różnobarwne drobinki w kolorze różu i złota nadawały głębi rubinowej substancji. Tak też się skończył mój lakierowy detoks i po zakupieniu bazy, lakier znalazł się na moich paznokciach:) Namawiam do organoleptycznego przetestowania tego koloru, bo poniższa fotka nie oddaje rzeczywistości w pełnej krasie:) Zalecam też użycie top coat mimo wszystko.
3) LOVE ME GREEN Organic Energising Face Peeling. Nie mam wyjścia. Muszę zacząć stosować "kupne" peelingi-przynajmniej do wykończenia tych, które znalazły się w boxie. Marka "Love me green" zawsze mnie interesowała, troszkę mniej interesowały mnie już ceny tych produktów:) Peeling twarzowy jest bardzo sympatyczny, delikatny. Z pewnością nie musimy się obawiać nawet przy wrażliwej cerze. 
Miłośniczki peelingów z pewnością są zadowolone ze zdobyczy.
4) PALMER'S Brązujący balsam do ciała. Ten produkt pozostanie dla mnie chwilowo jedną wielką niewiadomą. Moje ciało nie potrzebuje teraz osnucia brązem. Nawet ja sama nieczęsto je oglądam-bo zabezpieczam się szczelnie warstwami odzieży lub puchowej pierzyny :) Czekamy na wiosnę:)!
5) PAT&RUB BY KINGA RUSIN Cukrowy scrub do ciała - żurawina i cytryna. Ooo...no marka Pat&Rub wisiała na mojej wishliście od dawna-ale nie była zwizualizowana w konkretnym produkcie. Pierwsza myśl: "szkoda, że to peeling" :) Natomiast Kasia Tusk pisze o nim: "Ten scrub ma oszałamiający zapach, a do tego świetnie działa na skórę. Po jego użyciu nie potrzebuję już balsamu lub masła, ponieważ moja skóra jest świetnie nawilżona i gładka" I wiecie co? Podpisuję się pod tym opisem wszystkimi wygładzonymi i nawilżonymi kończynami. Ten peeling jest świetny a zapach...znacie może angielski deser "lemon curd"? This is it! Polecam! (deser również:)) Mój apetyt na Pat&Rub został zaostrzony.
6) Wella Professional Stay Styled Finishing Spray. Nie znam się kompletnie na lakierach do włosów. Jeszcze tydzień temu zastanawiałabym się nad jego alternatywnym użyciem. Jednakże w okolicach mej głowy nastąpiły potężne zmiany-o czym napiszę już wkrótce i lakier znalazł jednak swoje miejsce na kosmetycznej półce. Myślę, że spełnia przypisaną mu rolę. Ot tyle w temacie :)


Zawartość pudełka może i nie wpływa na częstotliwość bicia mojego serca...ale jest fajną, codzienną podstawą kosmetyczną:)

kolor nr 45
ps. Zauważyłam, że w recenzjach blogerek pojawia się stanowisko dotyczące autorki październikowego boxa. Nie może być inaczej. Kasia Tusk wzbudza kontrowersję każdym swoim artykułem, zdjęciem czy kichnięciem w blogosferze i poza nią. Osobiście myślę, że to genialne! Wierni "hejterzy" bloga Kasi nabijają kabzę tej skądinąd moim zdaniem sympatycznej i zdolnej dziewczyny.
A wszystko to oczywiście "Wina Tuska" jak mówią ;)
(wybaczcie-nie mogłam się powstrzymać od powyższego "betonowego" żartu)

źródło: Henryk Sawka (rysunek nr 16106 w galerii: rysunki.sawka.pl)
:)






środa, 16 października 2013

Testuję z blogosferą! Czosnkowa odżywka i jak to się skończyło...Regenerum!

Kiedy pierwszy raz ujrzałam w sieci wzmiankę o czosnkowej odżywce do paznokci-pomyślałam: "czosnek-cud", z pewnością jest to pomysł nietuzinkowy. Przy kolejnej recenzji z "ochami i achami"- wiedziałam, że nie mogę pozozstawić tego pomysłu bez realizacji. Zatem przedstawiam Wam moi drodzy test odżywki do paznokci z dodatkiem czosnku...

Czosnek jak wiadomo posiada szerokie spektrum prozdrowotnościowe, zatem obietnica zdawała się nie być wyssana z palca.
Wykonanie jest niezwykle proste: do zwykłej odżywki do paznokci lub transparentnego lakieru skrajamy obrany ząbek czosnku. Po 24h lub po tygodniu czasu (w zależności od wersji) mamy gotową odżywkę, która zrobi naszym paznokciom dobrze :)
Czosnkowe obietnice:
-wzmocnienie
-przyspieszenie wzrostu
-ochrona przed stanami grzybicznymi

Wybrałam pierwszą lepszą odżywkę do paznokci "Lovely" ( Strongly Regenerating Nailcare) i ochoczo wkroiłam sztuk ząbków: jeden. Odstawiłam do "przegryzienia". 


Efekt?
Nie jestem w stanie napisać tutaj nic konstruktywnego! Zapach odżywki powalił mnie na kolana i wywalił wszystkie zmysły do góry nogami. Muszę tutaj szybko wtrącić-że nie jestem z tych wrażliwców, którzy wzdrygają się na sama myśl o brzydkim zapachu. Wszelkie fizjologiczno-organiczne aromaty nie są w stanie mnie wyprowadzić z równowagi. A czosnkowej odżywce to się udało!-wyśmienicie :)
Mało tego-ten zapach pozostaje z nami "na zawsze" zaklęty w lakierowej powłoce. Nie pomogą żadne czary i poradnik babuni z hasłem "jak wywabić niepożądany zapach czosnku?". Próbowałam wszystkiego!
Zapach chodzi za nami wszędzie, nawet Teżet po powrocie do domu zapytał czy coś tutaj czasem nie umarło? Tak-umarła ochota na kolejne czosnkowe eksperymenty:)
Werdykt (bardzo subiektywny i powierzchowny): Kit!

Co ciekawe -nie wyobrażałam sobie po tym eksperymencie nawet nałożenia zwykłego lakieru do paznokci, gdyż zapach również przypominał mi o tej mieszaninie zapachu odżywki z czosnkiem.
I tak oto pobiegłam po "Regenerum do paznokci":)


Skład INCI jest bardzo sympatyczny-oparty na wartościowych olejach i witaminach. Czego chcieć więcej?... a tak-zapach-delikatny, troszkę jak cytrusy...miła odmiana:)
Obietnice producenta:
-wzmacnia
-uelastycznia
-zapobiega rozdwajaniu
-rozjaśnia przebarwienia
-zmiękcza skórki

Efekt?
Odżywkę stosowałam przez 2,5 tygodnia bardzo sumiennie (min 2 razy dziennie). Aplikacja jest bardzo wygodna- olejowanie syntetycznym pędzelkiem uzależnia:) Podczas tych 2,5 tygodnia opiłowałam dwukrotnie paznokcie-zatem nie widać na poniższych zdjęciach efektu wzrostu.
Ten przypadkowy eksperyment zakończył się zdecydowanym powodzeniem!
Płytka paznokcia jest jaśniejsza, wzmocniona i wygładzona. Skórki u podstawy paznokcia zmiękły i ładnie dały się odsunąć. Skórki boczne- właściwie bez zmian-muszę poszukać innego środka by nad nimi zapanować. Być może krem do rąk, o którym zwyczajnie nie pamiętam byłby rozwiązaniem :)
Muszę też dodać, że moje paznokcie mają tendencję do pękania w poprzek w środkowej części płytki. Dalsze losy takiego paznokcia sa opłakane. Zazwyczaj zaczyna się rozdwajać w tym miejscu we wszystkie możliwe strony. Nie pomagają tutaj żadne odżywki drogeryjne. Regenerum za to świetnie zabezpieczyło moje dwa połamańce- w miejscu rozdwojenia olej wnikał głębiej i o dziwo- nie wyglądały już jak ostatnie nieszczęście.
Werdykt: Hit!

przed kuracją
po kuracji (2,5tyg)

Z pewnością powrócę do stosowania Regenerum (pozostało go jeszcze trochę w opakowaniu) za jakiś czas lub stworzę swoją własną kompozycję na bazie wybranych olejków i witaminek. 
ps. Legendy mówią, że odżywka z czosnkiem traci na mocy aromatu po ok 2 tygodniach. Sprawdziłam-to nie prawda :) Może mój czosnek był wyjątkowym "badass'em"? :)





piątek, 4 października 2013

Się dzieje! "Adoptuj pszczołę"- 2 dni do końca akcji!

tytułem wstępu:
We wspomnieniach wczesnego dzieciństwa zapisało się w mej pamięci pewne wydarzenie:) 
Moi Rodzice zakupili tzw. cegiełkę na budowę nowego oddziału szpitala w naszym mieście. Byłam strasznie podekscytowana...a później równie strasznie zawiedziona-bo nikt owej cegiełki do rąk nam nie dał:)
Nie pamiętam już czy mój dziecięcy umysł przyjął argument "wirtualnej" cegiełki ale z pewnością zrobiło to na mnie mimo wszystko pozytywne wrażenie i chęć udziału w różnego typu akcjach społecznych pozostała we mnie do dziś:)
Co prawda z pewnością każdy z nas słyszał o skorumpowanych aktywistach, fałszywych fundacjach, wolontariuszach złodziejach albo "charytatywnych akcjach biznesowych"-choćby przykład z naszych własnych podwórek-gdzie pojemniki na używaną odzież okazały się być punktami zbioru prywatnych firm prowadzących lumpexy. Czy warto zatem zaufać? Myślę, że warto sprawdzić delikwenta, którego chcemy wspomóc.

Czy Greenpeace jest zatem organizacją godną zaufania? Jeśli interesujecie się tą tematyką-wiecie, że zdania sa podzielone... ja nie będę tutaj przeprowadzać takiej analizy-akcja, której jest organizatorem Greenpeace właśnie jest tak sympatyczna-że postanowiłam włożyć moją małą cegiełkę w budowę hoteli dla pszczół.



Jak ja to widzę w telegraficznym skrócie:
1) chcemy wpłynąć na miejski ekosystem-dlatego warto przywrócić pszczoły na salony
2) budujemy zatem miejskie hotele dla zapylaczy, które mogą się w nich schronić i korzystać z życia:)
3) cel akcji: budowa 100 hoteli
4) by wykupić jeden hotel potrzeba nam 400 adopcji
5) adopcja jednej pszczoły kosztuje 2zł

adoptujemy pszczoły tutaj > click!

Informacje dotyczące akcji są przystępnie podane, sposób płatności również dogodny, szybki.
Dla fanów komiksów-prawdziwa gratka- w miarę postępu przepływu środków płatniczych-odsłania się nam cud miód grafika Tadeusza Baranowskiego. Pamiętacie komiks "Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko"?
Pewnie co starsi-pamiętają:)

Żałuję jedynie tego-że rozsiewam wieści o akcji tak późno -do jej końca pozostały tylko 2 dni-ale rokowania sa optymistyczne-w tym momencie (piątek 04/10/2013 godz: 20:07) wpłynęły już datki na budowę 92 ze 100 hoteli.
Do mojego opóźnienia przyczynił się brak informacji zwrotnej od organizatora dot. wykorzystania materiałów do notki blogowej a ichszy regulamin nie zachęca do popełnienia samowoli w tym temacie:)

Spotkałam się również z głosami, że ludzie zajmuja się pszczołami-zamiast zebrać datki na ludzkie sprawy.
Odsyłam autorów tego typu wypowiedzi do szeregu artykułów dotyczących problemu zagrożenia wyginięcia pszczół!!! Sprawa błaha nie jest! to również niestety "się dzieje!" Czy trzeba na głos powiedzieć jak takowe zagrożenie może wpłynąć na cały ekosystem i na ludzkie sprawy właśnie? Chyba nie...


ps-Jeśli spotkacie na swojej drodze w parku lub miejskim skwerze hotel dla zapylaczy wybudowany z naszych cegiełek-zostawcie w komentarzu znak koniecznie:)!

Inwestycja rusza w przyszłym roku...







środa, 2 października 2013

Testuję z blogosferą! „Glossybox” - Hit czy Kit?



Czy podczas buszowania w blogosferze coś zaciekawiło Was do tego stopnia, że stało się to Waszym
„must have” ?
Jestem przekonana, że każdy odpowiedziałby twierdząco na to pytanie. Nie jestem zatem wyjątkiem:) W ten oto sposób narodził się pomysł na nowy dział na moim blogu: „Testuję z blogosferą!”, gdzie będę opisywać zjawiska, produkty, zabiegi i działania znalezione w blogosferze -wobec których nie mogłam pozostać obojętna i musiałam poddać je próbie oraz subiektywnej ocenie:)





„Glossybox” >click! jest honorowym rozdziewiczacz'em tej kategorii gdyż jeszcze kilka miesięcy temu nie miałam zielonego pojęcia o jego istnieniu.

Czy znajdzie się ktoś jeszcze na tym świecie-kto nie wie co to takiego?

Jeśli tak-krótkie wyjaśnienie: opłacamy wybraną subskrypcję, wypełniamy ankietę-tzw. profil urodowy i co miesiąc wyczekujemy pana kuriera z pięknym różowym pudełkiem, które skrywa próbki luksusowych produktów oraz nowinek kosmetycznych. Cały bajer polega na tym, że nie wiemy co znajdzie się w danej paczuszce- zamawiamy na ślepo- a emocje towarzyszące rozpakowywaniu pudełka są nie mniejsze niż przy prezentach od św. Mikołaja pod choinką! A to wszystko za „jedyne” 49zł/mc- cena oczywiście zawiera już koszt przesyłki.

Pomysłodawca tej idei jest geniuszem! Zazdroszczę niewątpliwej smykałki do interesów:)

Powstaje jednak pytanie-czy warto? Być może poniższa tabela rozwieje te wątpliwości...


<klikamy by nie ślepić>


Zdecydowałam się na 3-miesięczną subskrypcję, gdyż takowa w moim zamyśle jest już wystarczająca by ocenić pudełkową zabawę. Warto za pomocą wujka google wyszukać aktualnych kodów promocyjnych-np. kod rabatowy na pierwsze pudełko.

Na blogach jak również oficjalnej stronie Glossybox znajdziecie ogrom szczegółowych recenzji produktów-zatem ja przedstawię tylko zbiorczą opinię w pigułce. Nie oceniam tzw. prezentów-które w moim mniemaniu są zbędnym gadżetem.

<klikamy by nie ślepić>



Lipiec:

  1. Artègo -Odżywka nawilżająca AQUA PLUS
    Produkt nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, ot zwyczajna odżywka do włosów jakich wiele.
  2. BEAUTY BIRD - Żel do stóp Fly High!
    Wydajny, chłodzący z wyczuwalna nutą kamfory, nie używam tego typu produktów-ocena neutralna.
  3. LIERAC -Initiatic energetyzująca emulsja do twarzy
    Lekka konsystencja, zapach przypominający farbę olejną-ale nie przeszkadza (subiektywna ocena:)), świetnie sprawdza się pod makijaż, nie wyświeca skóry. Jeśli chodzi o zapewnienia producenta co do właściwości-nie jestem w stanie stwierdzić na podstawie tak niewielkiej próbki.
  4. Nails Inc - Lakier do paznokci w kolorze Brook Street
    Sympatyczny produkt, bardzo fajny dobór koloru, cena produktu nie zachęca jednakże do przedłużenia tego romansu.
  5. TOŁPA -dermo face, hydrativ, nawilżający krem-żel odprężający pod oczy
    Nie jestem w stanie właściwie określić tego produktu, gdyż jest to raczej produkt 20+ max 25+! trzydziestki i posiadaczki suchej, wymagającej cery mogą sobie spokojnie odpuścić przygodę z tym produktem:)

Sierpień:

  1. Anatomicals -Spray Misty For Me
    Ot taki gadżet! Mgiełka w fajnej butelce-jednakże atomizer zrasza nas kroplami rodem z lasu równikowego, uwaga-na oczy! Ocena neutralna.
  2. AUSSIE - Miracle Moist Shampoo +
  3. AUSSIE -3 Minute Miracle Reconstructor
    „Kit!” No tutaj się Glossy nie popisało wybitnie! Po pierwsze: produkty mało luksusowe dostępne w każdym rossmannie itp. Po drugie: gdy owe produkty weszły na nasz rynek-po sprawdzeniu INCI- wiedziałam,że nie trafią do mojego koszyka. I masz babo placek-trafiły do pudełka! Podeszłam do tematu jako recenzent profesjonalnie-spróbowałam! Efekt: podrażniony skalp, swędzenie, łuszczenie skóry! Wrażliwcy uważajcie-tylko na swoją odpowiedzialność!
  4. AVON -Tusz do rzęs Mega Effects
    Markę Avon trudno zaliczyć do luksusowych. W tym wypadku jednak produkt jako nowinka kosmetyczna-jak ciepła bułeczka z piekarni znalazła zasłużone miejsce w pudełku. Ciekawy wynalazek, za którego sprawą rzęsy są wytuszowane równomiernie i wielowymiarowo. Trzeba uważać przy wyjmowaniu szczoteczki-by tusz nie stworzył rozbryzgów-zostawiając ślady na odzieży etc. Wolę jednak tradycyjne kształty:)
  5. YASUMI -Vitamin Cocktail Express Shaker Mask
    Ucieszyłam się z tego produktu. Sama wybrałabym truskawkową wersję- dla skóry wymagającej odżywienia i skłonnej do powstawania przebarwień. Jednorazowa maseczka do twarzy za bagatela 18,50 zł plus cena shakera -jak nic musi działać cuda!
    Zaskakujące było to, że oprócz fantastycznej i miłej w dotyku konsystencji produktu o ładnym zapachu maseczka zrobiła dla mojej cery: absolutne nic!:) Nie uświadczyłam nawet typowego pomaseczkowego uczucia miękkości. Ocena neutralna z dużym minusem. (widziałam inne recenzje produktu, kóre były bardziej przychylne niż moja)

Wrzesień:

  1. Artègo -Odżywka do codziennego stosowania DAILY
    Odsyłam do recenzji z Lipca pod nr 1) Minus dla Glossybox za powtarzalność i wprowadzenie zbliżonego produktu.
  2. BE A BOMBSHELL – Eyeliner
    Cieszę się, że mogłam wypróbować eyeliner we flamastrze. Regularna cena z pewnością nie przekonałaby mnie do testów tego typu produktu we własnym zakresie. Sympatyczny sposób na szybką kreskę, która nie odbija się na powiece. Należy stosować na zupełnie osuszoną i matową powiekę. Trzeba działać szybko-jak to bywa z flamastrami wszelkiego typu.
  3. YVES ROCHER -Orientalny peeling do ciała z glinką marokańską
    Nie mogę ocenić tego produktu wyżej niż neutralnie ze względu na to, że dla mnie peelingi drogeryjne mogą nie istnieć. Domowy peeling kawowy, naturalne mydło peelingujące lub rękawica kessa biją konkurencję na głowę! Produkt ma lekką konsystencję-jak dla mnie zbyt lekką. Ciekawy zapach...fig:)
  4. Organique -Balsam z Masłem Shea
    „Hit!” Ten produkt ucieszył mnie najbardziej z wszystkich trzech pudełek. To zdecydowanie moja bajka-kosmetyki naturalne! Fajny skład, konsystencja charakterystyczna dla kosmetyków z masłem shea. Nic dodać nic ująć.
  5. Figs & Rouge -Balsam do ust Cherry Blossom
    Wiem,że balsamy Figs&Rouge już pojawiały się w Glossy jednakże to moje pierwsze zetknięcie z tą marką-którą zawsze chciałam poznać bliżej. Co prawda marzyła mi się wersja w metalowym puzderku-ale jak się nie ma co się lubi-to się lubi co się ma:)
    Konsystencja wazeliny, fajny skład, nadaje lekkiego kolorytu, zostaje długo na ustach.



Zazwyczaj powstaje kilka wersji pudełek danego miesiąca różniące się niektórymi produktami. Przykładowo w lipcowej edycji opcjonalnie dla emulsji Lierac pojawił się ANEW Żel-krem Anew Aqua Youth, który oznaczyłabym w mojej tabeli na różowo a i recenzja z pewnością nie byłaby pochlebna. Ja muszę przyznać, że zawsze dostałam taką wersję pudełka jaką sama bym wybrała. Być może pomocne jednak okazało się wypełnienie profilu urodowego? Kto wie?




Reasumując: Hit? Czy też może jednak Kit?
Ze mną jak z dzieckiem-uwielbiam prezenty-zatem Hit Absolutny:):):)

Jednakże aż się prosi o to by organizator polskiej wersji Glossybox dobierał kosmetyki bardziej rozważnie pamiętając o idei: testowania kosmetyków-które są luksusowe jak również nowości na rynku! Ba-najlepiej przedpremierowo! Wtedy taka idea ma sens!

Czy przedłużę subskrypcję?

Raczej okazjonalnie, sporadycznie... jednak wolę przeznaczyć moje fundusze na mniej przypadkowe perełki kosmetyczne! Chociaż nowa-październikowa edycja pudełka „Glossybox by Kasia Tusk” kusi bardzo,
oj kusi...

A czy Wy się skusicie?





ps. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł przedsięwzięcia zwanego dajmy na to „Naturabox” z kosmetykami eco, organicznymi, z naturalnymi składami-zgłaszam się do współpracy:):):)

Pomyślcie tylko-przychodzi do nas pudełeczko z tektury z recyklingu a w środku próbki kosmetyków:

-Rozgrzewający balsam do stóp Pat&Rub

-Balsam do włosów objętość i nawilżanie Natura Siberica

-Rękawica Kessa Organique

-Savon noir- czarne mydło oliwne Organique

-Balsam do ust z miodem i białą czekoladą Lush




 

blogerkazprzypadku Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review